Rynek
nieruchomości w praktyce. A zatem odstawmy na półkę Konstytucję z art 64. i
wszelkie inne przepisach dotyczących "ochrony prawnej" nieruchomości.
W ten sam sposób "odstawiłem" Ustawę o ochronie zabytków. Ze względu
na .... ochronę.
W
praktycznych implikacjach przedstawię dzisiaj, jak zajmuje się cudze
nieruchomości na potrzeby własnego remontu (na przykładzie nieruchomości
Wspólnot Mieszkaniowych), mając świadomość zajęcia, robiąc to "na dziko"
(bez prawa do dysponowania nieruchomością na cele budowlane). W dalszej części
wykażę, jak mimo naruszenia prawa ... zgodnie z prawem można się z tego
"wywinąć". Oczywiście zgodnie ... z tym samym obowiązującym
prawem.
Otrzymujemy
wezwanie o zajęciu dachu nieruchomości Wspólnoty Mieszkaniowej obsługiwanej
przez nas nieruchomości. Na miejscu ekipa remontująca sąsiednią ścianę
szczytową. Rusztowanie przytwierdzone do ich ściany i "naszego".
Dziury w naszym dachu, pozdejmowane dachówki. Potencjalnie przy deszczu mamy
szkodę. I chłopaki z "ekipy" sąsiadów robią. Skąd ludzie w kaskach
mają wiedzieć, zastanawiać się co do przebywania na terenie cudzej
nieruchomości? Od tego mają kierownika, inspektora nadzoru, inwestora.
Przed
zajęciem cudzej nieruchomości inwestor prac na sąsiedniej winien przede
wszystkim zapytać o zgodę sąsiednią Wspólnotę. Po jej uzyskaniu, protokolarne
wprowadzenie na budowę z zatwierdzeniem obustronnych (zajmującego i
właściciela) warunków.
W
praktyce (no właśnie i zarazem niestety) sąsiedzi "jadą dalej". Straż
Miejska - na teren prywatny nie wejdą. Policja? Owszem spiszą, popytają, a ze
względu na brak wiedzy odeślą poszkodowanego do formy pisemnej. Powiatowy
Inspektorat Nadzoru Budowlanego? Jasne, będą w grudniu po południu. Gra na
czas. Sprawca naruszenia robi swoje (remont) z korzystaniem z cudzej
nieruchomości, bo "tempo drogi administracyjnej" .... ma swoje tempo.
Szybciej skończą, potem po zawodach. Wystarczy posprzątać.
Pierwsze
wrażenie jest, gdy sprawca ma świadomość obrony poszkodowanego. Przyjdą z
PINB-u nie przyjdą tak szybko. Ślad w papierach zostaje. Tym bardziej gdy
sprawca realizuje inwestycję np. w części z ... dotacji konserwatora zabytków.
Nikt nie lubi zamieszania. Teraz i później. Co robi sprawca? "Podnosi"
rusztowanie z naszego dachu. Wówczas na dzień ewentualnej kontroli urząd
badający stan faktyczny ... zbada przede wszystkim stan faktyczny. To że po
30-60 dniach? "Przepisy są proszę Pana po to, by je przestrzegać".
Zakładając, iż na naszym dachu nie ma już rusztowania, dachówki położone, dziur
brak. No cóż - sprawcy pozostaje udać Kota w butach przed Wydziałem
Architektury i Budownictwa składając wniosek o decyzję odnośnie
"konieczności wejścia na dach" sąsiedniej nieruchomości i
zastosowanie rusztowania "w powietrzu" (z mocowaniem do ściany
szczytowej sprawcy). I taką decyzję (po rozpatrzeniu oświadczeń poszkodowanego)
sprawca ... otrzymuje. Możemy "świadomie" popełnić błąd :).
W
praktyce wejście w teren cudzej nieruchomości to banał, bzdet. Sprawca dysponuje
pozwoleniem konserwatora zabytków, pozwoleniem na budowę. I wszystko. Kamykiem
do oka może być fakt otrzymania pozwolenia na budowę na pracę "u
siebie" i na cudzej nieruchomości ... w przypadku gdy do wniosku o
pozwolenie należy złożyć ... Oświadczenie o dysponowaniu tytułem prawnym do
nieruchomości na cele budowlane. Czy to ważne której? Urzędnik wydający decyzję
"widzi" teren zza biurka - na podstawie przedłożonych przez
wnioskodawcę dokumentów. Jest wykaz załączników? Jest. Są załączniki? - są, albo
ich nie ma. Z tym się nie dyskutuje. Mam tak samo jak ty, miasto moje a w nim
....
A
zatem przechodząc do drugiej implikacji kopiemy na cudzym gruncie. Fakt, że
sprawca w przyszłej restauracji ma sprawę wentylacji (tylko co poeta miał na
myśli), "wychodzi" z kanałem wywiewnym na cudzy teren - bez zgody,
protokołu, określenia warunków korzystania. Taki protokół wprowadzenia? Robimy.
Przez analogię - organy przyjdą, zobaczą. Ale nim to nastąpi - jedziemy. Trochę
gorzej gdy inwestor jest najemcą lokalu miasta we Wspólnocie Mieszkaniowej.
Wchodząc na teren cudzej nieruchomości wchodzi na teren ... także miasta
(stosownie do udziałów we Wspólnocie). Najemca to rzecz cenna ... generuje
przychód. Jeżeli wszystko zgodnie z prawem (przynajmniej tą wygodniejszą do
zastosowania częścią) to naruszenie cudzej własności (nawet tego samego miasta)
... mniejszym złem. To, że mieszkańcy nie zostali powiadomieni przez tegoż
inwestora o rozpoczęciu prac. "No i co z tego" - odpowiedział
przedstawiciel miasta. "To co ma wszystkich powiadamiać". No jasne.
Niech zacznie o północy. Na terenach nieruchomości Wspólnot Mieszkaniowych nie
zawsze istotną rzeczą jest ... fakt zamieszkania i warunków bytowych.
Inwestycja to rzecz nadrzędna. A mieszkańcy? Protestujący przeciw powiadomieniu
ich o rozpoczęciu prac, to "krzykacze". Krzykacze we własnych
mieszkaniach. Ale na naszym, miejskim gruncie. Wszystko zostaje w
"rodzinie". Pozdrawiam :).
Marcin
Bartłomiej Olszewski. Absolwent Wyższej Szkoły Gospodarowania Nieruchomościami
w Warszawie (licencjat o specjalności: pośrednictwo w obrocie nieruchomościami
i zarządzanie nieruchomościami, magisterium o specjalności gospodarowanie
nieruchomościami, studia podyplomowe (specjalność: zarządzanie
nieruchomościami). Licencja zawodowa zarządcy nieruchomości, wydana przez
Ministerstwo Infrastruktury nr 21 755. Od 2000 r. uczestniczył w
realizacji wielu znaczących projektów w skali ogólnopolskiej, w zakresie wyceny
nieruchomości, analiz ekspertyz inwestycyjnych, przestrzennych, (m.in. na rzecz
deweloperów, funduszy inwestycyjnych, instytucji finansowych), w ramach
współpracy z korporacjami (m.in. Polanowscy Nieruchomości sp. z o.o., na
stanowisku Kierownika Departamentu Ekspertyz i Analiz w Centrali Spółki w
Warszawie). Obecnie, działania swe koncentruje na współpracy w zakresie szeroko
pojętego zarządzania nieruchomościami, dzieląc się kilkunastoletnią wiedzą i
doświadczeniem, codziennie poszerzając horyzonty wiedzy w praktycznej
realizacji.
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz